Jak daleko marketingowi do kuchni?

Obraz4.png
Gabriela Antczak
  • Udostępnij:

Lubię stosować to porównanie. W moim przekonaniu, bardzo niedaleko! A nawiązanie do czynności mocno osadzonej w codzienności, jaką niewątpliwie jest gotowanie, daje obraz łatwiejszy i bardziej … strawny!

1.  Założenia/cele/potrzeby

Nie podlega dyskusji, że inaczej podchodzimy do szybkiej kolacji dla uczącego się właśnie na sprawdzian dziecka, niż do romantycznej kolacji przy świecach. A jakby dołożyć do tego zestawienia jeszcze hardcore w postaci pierwszego spotkania np. z przyszłymi teściami? (umówmy się – każda teściowa potrafi rozłożyć system…)

I szybki skok - dlaczego nie w każdej firmie wiadomo na co się marketingowo przygotowujemy – pozostaje dla mnie zagadką niezmiennie od wielu lat… Drugie śniadanie przy komputerze, czy wystawny obiad świąteczny? Cel robi różnicę, prawda?

 

2. Termin i czasoprzestrzeń

Ile masz czasu na gotowanie? Czy i na co/kiedy musisz zdążyć? Czyścisz lodówkę „jak leci”, czy wręcz przeciwnie – planujesz duże, dedykowane zakupy? Ktoś wpada z wizytą za dwie godziny, czy myślisz o przyjęciu urodzinowym, które przypada za miesiąc? A może to twoja codzienna rzeczywistość – powtarzalne dzień w dzień, np. drugie śniadanie do szkoły?

I znowu skoczmy – zazwyczaj oczekiwania co do działań marketingowych są sprzeczne – ma być szybko (tanio – ale o tym za chwilę) i szybko! Oczywiście – do zrobienia, tylko jeśli szybko, to na wspomnianą powyżej, nagłą wizytę kuzynki, która wpadnie przejazdem, a nie na wystawną kolację i warto o tym pamiętać.

 

3. Dla kogo gotujesz?

I tu się dopiero zaczyna zabawa!  Kanapeczka z pastą jajeczną? Czy może steki i dobre wino, tudzież świece? Dla kogo gotujesz? Może twój gość/gościni jest na coś uczulony? Nie może pić alkoholu, bo miał z nim problemy? A może przeszła/przeszedł na weganizm? Karmi piersią? Ma aktualnie problemy z żołądkiem?..... Im więcej takich faktów znasz, tym mniejsze prawdopodobieństwo zaliczenia spektakularnej wtopy (bo do sukcesu to jednak nie wystarczy).

Czy wiesz dla kogo przygotowujesz działania marketingowe? No właśnie… Indywidualne marzenia, oczekiwania i pragnienia. Stereotypy wrzucające wszystkich w schematy targetów… Pułapki powodujące, że działania marketingowe wewnętrzne w firmie wydają się wspaniałe, ale pozostają wielokrotnie idealną bezą na imprezie na której nikt nie może jeść cukru.

 

4. Masz środki, czy bierzesz kredyt na kolację?

Ja osobiście mam taką „przypadłość”, że uwielbiam gotować „z niczego” i co więcej – podobno w takim wydaniu wychodzi mi to najlepiej. Trafny dobór składników i kreatywność – czyli cechy przydatne bardzo w realizacji strategii marketingowych, okazują się być (ponownie) doskonale spójne ze skutecznością w kuchni.

Nie zawsze jednakowoż da się tak działać. Niektóre potrawy i sytuacje wymagają bardzo konkretnych produktów i zasobów, a zawsze im lepiej się przygotujesz, tym lepszy efekt osiągniesz!

Jedno jest pewne – nie ugotujesz nic mając w lodówce jedynie światełko. I tego niestety nie rozumie wiele osób zarządzających firmami. Zero, nic, pustka – nie napędzi żadnego gara i żadnych działań marketingowych.  Nie zmienia to oczywiście faktu, że jest możliwe by ugotować pysznie i elegancko w optymalnym budżecie, bez konieczności brania kredytu – ale to trzeba potrafić.

 

5. To trzeba też kochać!

Od zawsze panuje przekonanie, że gotuje dobrze ten, kto to kocha! Jakże ja się z tym stwierdzeniem zgadzam!

Marketing przygotowywany sztampowo nigdy nie będzie tak skuteczny, jak robiony zarówno z doświadczeniem i wiedzą, jak i z sercem!

Zgadzasz się ze mną?

c.d.n.

Może Cię zainteresować
Zobacz również

Marketing pięciu zmysłów - czy po obu stronach marki stoi człowiek?

No właśnie… Człowiek, czy może „target? Ciąg cech typu wynagrodzenie i miejsce zamieszkania? Bezduszna maszyna, która działa w sposób przewidywalny, oczekiwany i kontrolowany? Pionek na idealnej szachownicy nowoczesnych narzędzi i komputerowych „idealnych” lejków sprzedażowych?

Pokaż więcej

Marketing pięciu zmysłów – w emocjach ważna jest perspektywa

Oceniamy i odczuwamy nieskończoną ilość sytuacji każdego dnia. Najczęściej podświadomie, ale niewiele rzadziej z premedytacją. Porównujemy, komentujemy i krytykujemy – to nam wychodzi najlepiej. I można by rzec, że to domena Polaków, ale mechanizm działa identycznie w każdym zakątku świata Pokaż więcej
Twoje imię *
Jak mogę Ci pomóc *
Klikając przycisk “Wyślij widomość”, zgadzasz się na przesłanie do nas swoich danych. Właściciel strony zobowiązuje się wykorzystać te dane zgodnie ze swoimi zasadami ochrony danych, m.in. do kontaktu w celu przedstawienia oferty. Wyświetl zasady dotyczące danych.